Muzułmańskie Centrum Kulturalno-Oświatowe we Wrocławiu

Muzułmańskie Centrum Kulturalno-Oświatowe we Wrocławiu ma obowiązek realizować trzy główne cele: rozwijanie i krzewienie wiedzy na temat islamu jako systemu religijnego i normatywnego, pomoc lokalnej – dolnośląskiej wspólnocie muzułmańskiej oraz podejmowanie dialogu międzykulturowego w społeczności, która zaoferowała swoją gościnność wyznawcom islamu. Każdemu z tych zadań odpowiada innego rodzaju, specyficzna aktywność, każde związane jest z odmiennymi, szczegółowymi działaniami. Jednak wszystkie one posiadają jednocześnie wspólny obszar, dziedzinę, co swój najpełniejszy wyraz znajduje chyba podczas wydarzeń takich, jak Dni Kultury Muzułmańskiej. Płaszczyzną tą jest kontakt, komunikacja, wymiana i odkrycie istniejących wzajemności, więzi między kulturami Zachodu i islamu – zwykle zapomnianych, niedocenianych czy lekceważonych. Ale to przecież wyłącznie dzięki nim możliwe jest zdobycie autentycznej, nie zniekształconej i nie poddanej żadnym manipulacjom wiedzy o sobie. Zechciejmy zatem ją zdobyć!

„ (W) 1586 roku statek angielski «Hercules» przywiózł do Turcji dwudziestu Turków, których Drake wyzwolił w Indiach Zachodnich. O fakcie tym dowiadujemy się z jednego zdania wtrąconego do opisu podróży tego żaglowca do Lewantu. (...) Tymczasem w 1611 roku Persowie wzięli do niewoli trzech Francuzów i jednego Niemca z tureckiej armii wielkiego wezyra Murada Paszy, którzy dostali się tam Bóg wie skąd. (...) Czy uznamy, że mistycyzm hiszpański XVI wieku wywodzi się przez hipotetycznych pośredników z sufizmu muzułmańskiego, a ten z kolei z niejasnej myśli Raymonda Lulla? Czy możemy stwierdzić, że wiersz rymowany Zachodu wywodzi się od muzułmańskich poetów Hiszpanii?” To słowa Fernanda Braudela, jednego z największych historyków XX wieku, z jego doniosłego studium na temat cywilizacji Morza Śródziemnego (do których należy i Zachód, i islam). Nie chodzi tu oczywiście o stwierdzenie tożsamości, jednakowości społeczeństw śródziemnomorskich (która miałaby być skutkiem nieustannej wymiany wędrujących ludzi i dóbr) czy poszukiwaniem na siłę związków i zależności między nimi. Braudel przestrzega: „Nie ufajmy temu, kto rozpoznaje zbyt wiele bagaży”. Czymś nieuzasadnionym, niesprawiedliwym i zwyczajnie niezgodnym z prawdą byłoby ukrywanie odmienności – historycznych, społecznych, gospodarczych, politycznych czy w sferze wyznawanych wartości – między Europą a światem muzułmańskim. Wielość i różnorodność to jeden z najtrudniejszych, najbardziej wyzywających faktów kondycji ludzkiej. Ale jednocześnie to właśnie ta „przypadłość” człowieka przyczyniła się do jego największych dokonań.

Świat, w którym żyjemy dzisiaj wydaje nam się szczególnie heterogeniczny. Bez względu na prawdziwość przekonania o własnej wyjątkowości pod tym względem (wielu historyków, w większości zainspirowanych dziełem Braudela, pokazuje, że globalizacja, „globalność” to nic osobliwego i w dziejach społeczności ludzkich zachodziła cyklicznie właściwie już od czasów rewolucji neolitycznej) naszą codzienność wyznacza spotkanie z Innym. Nie pozwólmy, by był on traktowany jak zło konieczne, przekleństwo, którego należy się bać lub przed którym musimy się chronić, rozbudowując własną maszynerię militarną. Przywróćmy Mu jego prawdziwe imię, niech stanie się dla nas tym, kim naprawdę jest – darem. Wypada tu odwołać się do jednego z najdonioślejszych przekazów koranicznych, tak bardzo nam dzisiaj potrzebnych: „O ludzie, stworzyliśmy was mężczyznami i kobietami i uczyniliśmy was narodami i plemionami, abyście się wzajemnie poznawali. Zaprawdę, najbardziej szlachetny spośród was w obliczu Boga to najbardziej bogobojny, zaprawdę Bóg jest wszechwidzący, świadomy” (Komnaty, 13).